Najnowsze wpisy, strona 524


Bez tytułu


10 lutego 2005, 23:45

kolejny pracowity weekend się zapowiada co szczerze mówiąc średnio mi pasuje... tym bardziej, że miałabym z moją szefową spędzić 30 na 48h co dosłownie graniczy  cudem... będę dzielna ale składam rączki do Bozi, żeby stało się coś co spowoduje, że jednak nie będę musiała tyle czasu "jej" poświęcić... pikuś, dzielna jestem póki co ale jak będzie jutro? tego jeszcze nie wie nikt... rano znowu trzeba wcześnie wstać, więc wypadałoby też wcześniej się położyć... a tak wogóle to dzisiaj znalazłam w koleżance pokrewną duszę... tak od słowa do słowa i wyszło na to, że jesteśmy bardzo do siebie podobne (nie wiem jeszcze czy to dobrze czy źle ale zapewne i o tym przekonam się w swoim czasie) zbieram się więc powolutku do łóżeczka, dobrej nocy wszystkim czytającym i nieczytającym tego bloga;)

Bez tytułu


10 lutego 2005, 00:35

kolejny raz jestem zmuszona wszystko pogasić i uderzyć w kimono... (wcale mi to nie na rękę ale co ja mogę?) dzisiaj był bardzo pracowity dzień, zrywanie kasetonów z sufitu, boazerii i tapet ze ścian (nie zazdroszczę tym, którzy muszą takie romonty przeprowadzać w brew pozorom dość często, bo czasami nawet co dwa lata;)) masa roboty i jak zwykle ani jednego slowa dziękuję, niby się prywyczaiłam ale jednak brakowało mi tego prez cały dzień... dobra pora się wyłączyć już:( dobranoc [a jutro pieprzę wszystko i śpię do oporu;)]

Bez tytułu


09 lutego 2005, 00:54

Dziękuje za pocieszający komentarz;) a dzisiaj był całkiem w sumie sympatyczny dzień, widziałam się po południu z moją przyjaciółką i powiedziałam jej jak wygląda życie w moim domu, że dla coponiektórych jest to "dociąganie" od jednej do drugiej butelki" źle się czułam mówiąc jej o wszystkim, ale w końcu od czego są przyjaciele? trochę pogadałyśmy o tym wszystkim i okazało się, że jej ojciec też jakieś przekręty robi z mamą... nie będę tutaj o tym pisać, bo to nie o to chodzi ale wiem, że teraz wie o mnie dużo więcej niż do tej pory i bardzo, na prawdę bardzo mnie to cieszy... poradziła mi kilka rzeczy, na które w zasadzie i tak wiem, że się nie zdobędę, ale jak sobie przemyślę to kto wie? może akurat coś się uda z tego wykroić? chyba nikt nie wie jaki kamień spadł mi z serca od razu poczułam się lepiej... a do tego rano zrobiłam kilka rzeczy koło siebie, które tez troszkę poprawiły mi humor... jest lepiej niż było i to jest najważniejsze 

 

 

:((


07 lutego 2005, 23:41

to jest tak... jedni kupują samochody, drudzy mieszkania a trzeci to czego im potrzeba do szczęścia... ja nie należę do żadej z tych kategorii ludzi:( dzisiaj moja wściekłośc była przeogromna i jak zwykle za sprawą taty tak się stało, a wszystko dlatego, żpojechaliśmy oglądnąć "nowe" mieszkanie piotrka, a ten oczywiście jak się można było spodziewać wziął piersiówkę, bo przecież trzeba oblać mieszkanie, nikt poza moja siostrą o tym nie wiedział alepotem jakoś samo w praniu wyszło i co? oczywiście nie wyciągnął jej tam tylko kiedy wróciliśmy usłyszałam" idź po psa na górę, a ja tu aczekam na Ciebie, bo mnie nogi bolą" mama chyba wiedziała o co mu chodzi więc z nim zaczekała a ja poszłam jak grzeczna córeczka i wszystko było by ok, gdyby nie to, że nawet jeśli mu się nie udało napić czekając na mnie to na środku parkingu wyciągnął tą "małą" pieprzona piersiówkę i jednym haustem wypił wszystko co w niej było" jak tu się nie wkurzać? kiedy zapytałam co on robi i dlaczego odpowiedział krótko "nic, piję to co sobie nawarzyłem..." kolejny raz stanęły mi w oczach świeczki a ten dodał z uśmiechem na twarzy "nie mów mamie i kaśce, że się napiłem, bo znowu sie będą czepiać a jak się nie dowiedzą to się nawet nie zorientują, skąd, przecież wcale mu się jezyk nie platał, z resztą nie ma się co dziwić bo ćwiartka jak nic w tej cholernej piersiówce sie zmieściła, wróciliśmy z przyjemnego spacerku i tata wyciągnął tą samą iersiówkę z kieszeni po czym dolał do niej to co zostało w domu i zanióśł do łazienki a tam dokończył to na czym mu tak strasznie zależało... smutno mi i nawet nie mam komu o tym powiedzieć:(:(:(:(

Bez tytułu


06 lutego 2005, 00:30

najnormalniej w świecie się przejełam... może trochę za bardzo? nie wiem ale usłyszeć takie słowa od własnego ojca to na prawdę nic miłego... jak nie wiele słów potrzeba do tego by kogoś zranić, tak bardzo mało... słowa ranią bardiej niż noże tylko, że nie każdy sobie z tego daje sprawę a powinien, dzisiaj był chyba strasznie nie przyjemny dzień, ponieważ zastanawiałam się jak najlepiej było by odejśc z tego świata a może nie tyle jak a kiedy? tak bardzo pragnę umrzeć... coż, pewnie nie ja jedna:(