Najnowsze wpisy, strona 525


Bez tytułu


05 lutego 2005, 22:52

"miło" jest się dowiedzieć, że jest się kimś płytkim, bez intelektu i że się źle zapada w pamięci innych... pierdole:( a wszystko dlatego, że powiedziałam, że "Aleksander" był głupi, na prawdę mi się nie podobał i wydawało mi się, że mogę tak uważać a reszta towarzystwa się ze mną jak najbardziej zgodziła, jednak mój kochany Tatuś oczywiscie nie mógł się powstrzymać od komentarzy domowych, w prawdzie po ciemku i tak żeby przypadkiem ktoś ich nie uslyszał... jednak nie udało mu się, mama usłyszała i choć już leżała to o dziwo podniosła się z łóżka tylko po to żeby stanąć w mojej obronie... (aż dziwne się wydaje, że tak zrobiła ale raz na czas w końcu mogłaby) też nic miłego nie usłyszała ale mniejsza z tym, i jak tu kurwa mieć dobry humor i cieszyć się życiem??? kolejny raz odechciało mi się wszystkiego:(

Bez tytułu


03 lutego 2005, 23:59

a pączka zjadłam aż jednego ale za to pyszny był:) i wcale mi nie przeszkadzało to, że miał dużo kalorii, powiedziała bym nawet, że wręcz przeciwnie;)

Bez tytułu


03 lutego 2005, 22:54

kolejny miesiąc przede mną... (przed Wami wszystkimi oczywiście też ale z tego co wiem, to ja tu mam pisać bardziej o sobie niż o Was;)) dobra koniec ściemniania, więc luty mamy... a skoro luty to i walentynki za pasem, a mnie chyba nikt życzeń nie złoży ale nie bardzo się tym póki co przejmuję choć znając życie 14-ego będzie mi przykro i to dość konkretnie ale co na tą chwilę mogę zrobić??? chyba nie wiele, bo przecież sobie nie przyczepię do czoła karteczki "faceta mi trzeba, troskliwego i kochanego i tyle mi wystrczy" nie, na pewno nie;) ale humor mam nawet całkiem całkiem, narzekać nie mogę, dobra, idę się umyć a potem jak dobrze pójdzie to jeszcze tu wrócę choć na pewno nie na długo, uciekam więc szybciutko, bo też chce mieć już z głowy całą tą ceremonie mycia się:), spadam więc

Bez tytułu


30 stycznia 2005, 00:34

wróciłam przed chwilką... niby pikuś, bo nie o takich porach się już do domu wracało a z drugiej strony zmęczenie daje się we znaki... ogólnie mówiąc wieczór z popołudniem spędzony bardzo miło choć przedpołudnie w pracy troche gorsze ale omimo to dzień można zaliczyć do "udanych" (chociaż tyle dobrze:)) mniejsza z tym, z tej okazji, że padam już na pysk uciekam do łazienki a zaraz potem do już pościelonego łóżeczka, dobranoc więc wsystkim i wszystkiemu...:)

Bez tytułu


26 stycznia 2005, 22:51

powiedzmy, że dzisiaj już mi jest dużo lepiej... (a powiedzmy todlatego, że wcale nie jestem o tym tak do końca przekonana) a dzisiaj rano otwierając oczy doszłam do wniosku, że trzeba na życie patrzeć inaczej niż ja to robię (tzn. bardziej optymistycznie) ale nie bardzo chciało mi to wyjść w jak kolwiek inny sposób... a na domiar złego strasznie mnie dzisiaj zasypywało ilekroć próbowałam się wyrwać z domu choćby do sklepu na dole osiedla, w końcu jednak zdecydowałam się i wyszłam ale dosypało mi za kołnierz tak, że nie wiedziałam gdzie się schować aby się rozgrzać, nic nie pomagało, wróciłam więc do domu, zrobiłam sibie gorącą cherbatę i powiedzmy, że zrobiło mi się cieplej... no dobra, zrobiło mi się cieplej ale nie na długo, bo co poniektóry postanowili wywietryć mieszkanie i tym sposobem balkon przez 45 minut był otwart razem z oknem żeby się przeciąg zrobił... dielna byłam jakby nie patrzeć:) spadam się umyć a potem chyba do spania (nie prawdopodobne, że o tej godzinie się do łóżka wybieram...)  a może jeszcze tu wrócę?