Dzisiaj w końcu (chyba) wrócę do siebie... doczekać sę tej chwili nie mogę, wyspać się w końcu we "własnym" łóżku, wypić herbatę w ulubionym kubku i poleżeć sobie w wannie jak człowek:) nie to żeby mi tu czegoś brakowało, ale czuje się jak 5-te koło u wozu...
Czasami trzeba usiąść obok
i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni.
Wtedy łzy będą miały posmak szczęścia
Ładne, nie? Na mnie zrobiło nie małe wrażenie i aż sę zastanawiam czy by tego w jakiejś walentynce np. nie umieścić... (ale do kogo?):)
Kurza dupa... wygląda na to, że dzisiaj jeszcze nie wrócę do siebie chociaż... podobno mogłabym tyle, że późnym wieczorkiem ale żal mi maluszka który pewnie bedzie miał ochotę sobie spać zaraz po 20... Zaraz napiszę sms'a, zadzwonię i może dowiem się więcej konkretów, nie mam ochoty kolejnego dnia z Tatą spędzić, sorki, ale nie potrafię już się z nim dogadać:( stwierdził: "jeszcze jedna sobota i już na 100% wrócisz do siebie", ale z taką ironią w głosie to powiedział, że kolejny raz odechciało mi się wzystkiego – nie wiem dlaczego ale odnoszę wrażenie, że strasznie mu tutaj z Zuzią przeszkadzamy, co tam, że Mama nie ma nic do tego?:( Idę na obiad
Idę spać, bo już późna pora... A może jeszcze chwilę posiedzę:)
kolejna noc prawie za mną a ja jak zwykle spać nie mogę, a może tylko tak mi się wydaje, bo chce wykorzystać ten czas, kiedy mam dostęp do kompa? jutro prawdopodobnie będę się pakować by najdalej w piątek wrócić do sibie:) uchachana przez to jestem jak 102, ten swiat jednak potrafi być piękny nawet jeśli nie ma w nim na codzien internetu:)
kolejny luźny dzień u siostry:) Przynajmniej mi uśmiech wrócił na twarz, co nie ukrywam napełnia mnie optymizmem... a poza tym cała reszta bez zmian ale czasami tak widocznie musi być...