Archiwum 12 lipca 2005


Bez tytułu
12 lipca 2005, 00:19

Tata dzisiaj po południu był u lekarki i oczywiście wrócił w stanie delikatnie mówiąc wskazującym (ledwo się trzymał na nogach więc mama się złościła a ten jak zwykle zaczął swoje wywody a ja siedziałam po środku z łzami w oczach modląc się żeby ten koszmar już się skończył... wkurza mnie to, że niektórzy nie potrafią sobie odmówić alkoholu... byle jakiego byle miało procenty...:( może dlatego mam taki smętny humor jaki mam?:(

kolejny raz to samo?
12 lipca 2005, 00:04

niestety... dzisiaj czułam się tak jak ktoś kto nie potrafi jednej rzeczy zrobić dobrze... każdą pierdołę "potrafiłam" zrobić teoretycznie nie tak jak trzeba:( kiedy skończy się takie porąbane życie? jakie życie? przecież to wegetacja a nie życie...:( na prawdę nie chcę tak już, chcę się usamodzielnić, chcę być szczęśliwa ale non stop "ktoś" mi uświadamia jak bardzo jestem słaba, jak bardzo marna:( i popłakałam się...